PRZEJDŹ DO INNYCH ARTYKUŁÓW

Dzień Jeża już za nami. Wykorzystaliście na zajęciach Jeżowy Pakiet LangTown? Ja tak, i bardzo podobał się moim maluchom. Tym
Przez chwilę mnie tu nie było. Przez chwilę dłuższą niż zakładałam, niż zamierzałam. Miałam perturbacje zdrowotne, a przez nie moje
Uczmy tak, jak byśmy chcieli być uczeni, dbajmy o siebie tak, jak zadbalibyśmy o najlepszego przyjaciela. Pamiętajmy o sobie, o

sklep@langtown-online.eu

Copyright 2021. SKLEP LANGTOWN ONLINE. Wszelkie prawa zastrzeżone. | Projekt i realizacja: KK MARKETING&DESIGN

kontakt z nami

BĄDŹ Z NAMI W KONTAKCIE

e-mail

+48 667 824 797
w godzinach 09:00 – 17:00 (pon. - piąt.)

HOME

SKLEP

REGULAMIN SKLEPU

KONTAKT

POLITYKA PRYWATNOŚCI

NEWSLETTER

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA
WIADOMOŚĆ ZOSTAŁA WYSŁANA!
PROSZĘ WYPEŁNIĆ WSZYSTKIE WYMAGANE POLA!

Nasze produkty charakteryzują się uniwersalnością oraz niepowtarzalną grafiką robioną na zamówienie u ilustratorów z różnych stron świata. Połączenie naszej wiedzy i kreatywności pozwala nam kreować materiały, dzięki którym Wasi uczniowie w sposób naturalny i niewymuszony poszerzą swoją wiedzę oraz wykorzystają ją w praktyce.

Dużo mówi się o motywacji. O motywacji naszej (do pracy i nauczania) i o motywacji lub motywowaniu ucznia. Przeskakując ponad tym jak w ogóle rozumieć motywację, jak ją definiują inni i jak my indywidualnie ją odczuwamy lub postrzegamy, bez wchodzenia w temat zbyt głęboko, zacznijmy od praktycznego przełożenia kwestii motywacji w naszej sali lekcyjnej. Dziś napiszę o grupie dzieci.

 

Jedna z myśli jakie pojawiają mi się, gdy myślę o motywacji ucznia, czyli tym bezpośrednim przełożeniu zagadnienia, tym z którym (chcąc nie chcąc) pracujemy, to „motywacja w tle”, czyli motywacja rodzica. Ona, uważam, jest zawsze (albo przynajmniej często) obecna, zarówno w tym jak my podchodzimy do uczenia dziecka, jak i w tym co dziecko myśli lub czuje. To złożona kwestia, temat rzeka. Temat bardzo ciekawy. To również temat trudny, bo motywacja rodzica bywa uproszczona („żeby umiał”, „żeby miał dobre oceny”), nieuświadomiona („jak to? No wszyscy chodzą na angielski”), albo ciężka do określenia przez niego samego (znów np. „no żeby umiał”). Ale dziś nie o tym. Dlaczego więc o tym wspominam? Żeby pokazać Wam czemu czasem warto zagadnienie motywacji uprościć. A czemu? Żeby nie zagubić się w tej złożoności, ani nie poprzestać na skwitowaniu „oj no bo to trudne”.

 

A jak trudna, złożona, nieuświadomiona (choć czy na pewno?) i często abstrakcyjna jest kwestia motywacji u samego dziecka!


Dlatego ja pracuję z prostymi hasłami i „pochodnymi” motywacji. Jak? Przekładając ją na drobne elementy praktyczne. I na konkretnie zadawane pytania. Słucham też podpowiedzi uczniów, obserwuję, starając się zawsze być uważną na to, czy się z nimi zgrywam, czy do nich trafiam, czy idę tym samym (czyli dobrym) torem. „Motywacji” (tym razem w cudzysłowie, bo to już ta uproszczona, praktyczna jej pochodna, że tak to nazwę) poświęcam krótką chwilę na każdej lekcji. Jak?

 

- Okazuję zaangażowanie. Tak, wiem, jest to zarówno oklepane stwierdzenie jak i energochłonny proces… Tylko, że nie. Zaangażowanie w pracę z uczniem, w obecność przy nim, w to że sama widzę sens tego co właśnie z uczniem robię na lekcji (zadanie, dialog, pytanie, wysłuchanie) – okazuję np. spojrzeniem w oczy i chwilowym byciem na 100% z nim, tu, teraz. Albo krótką reakcją słowną. Banalne? A jak często pomijane, zapomniane, niedoceniane. Uważam, że jeśli uczeń poczuje, że jestem niezaangażowana, czyli nieobecna lub bez entuzjazmu, to nie będzie (lub zniknie) zaangażowania z jego strony. I nie mówię tu o wiecznym i niekończącym się tryskaniu energią. Mówię o zarządzaniu momentami w klasie i o angażowaniu się w chwilach, gdy nawiązujemy, podtrzymujemy lub odpowiadamy na interakcję z uczniem.

 

- Na każdej lekcji choć raz, a czasem kilka razy, na krótką chwilę wywołuję efekt uśmiechu, zachwytu, wow, albo chociaż zainteresowania. Można to zrobić na wiele sposobów. I nie trzeba sięgać po nie wiadomo jakie zasoby, spędzając nie wiadomo ile czasu na nie wiadomo jakim głowieniu się „czym by ich tu zaskoczyć”. To nie takie wow. To drobne nawiązanie do tego, co lubią. Wykorzystanie jako przykładu akurat tego, o czym sami mi wcześniej powiedzieli. Drobne zboczenie z kursu wyznaczonego przez program. To chwila naturalności. To ulubiona gra grupy na koniec lekcji lub zadania (nawet, jeśli miałaby to być kolejna, niezliczona już runda wisielca – jedna, żeby nie zdominowała czasu lekcji). To minuta nicnierobienia w środku lekcji. To minuta głupich min. To minuta na wymaszerowanie z sali jak ktoś ma ochotę. To mem lub zdjęcie z netu (jakie wyskoczyło mi przypadkiem na fejsie i zapisałam je w folderze „conversation starters” lub „na ang.”, na później).

 

- Pytam co lubią (i wracam do tego).


- Pytam czy to co robimy/zrobiliśmy podoba im się.


- Pytam co (pytanie otwarte) lub którą rzecz (np. z dwóch) chcą zrobić na koniec. Daję wybór.


- Odwracam role gdy tylko mam na to pomysł – i np. to każdy z uczniów po kolei wydaje polecenie lub zadaje pytanie, a nie zawsze ja.


- Chwalę (w reakcji na dobrą odpowiedź lub samo podjęcie próby).


- Pytam czy było dziś coś nowego. Albo czy coś wyszło im lepiej/fajniej niż poprzednio (jeśli naprawdę nie było lub gdy mają wrażenie, że nie było niczego nowego).


- Pytam czego się dziś nauczyli, co pamiętają (pytam o jedną rzecz, nie listę). I pytam czy to było nowe, czy teraz wiedzą/potrafią więcej (a czasem podpowiadam, że „w takim razie tak!”).


- Pytam do czego się dziś ośmielili.


- Uzasadniam do czego to co robimy może posłużyć w praktyce (a nie w szkole). Prostym wyjaśnieniem, np. „Jakbyś kiedyś chciał…., to możesz zrobić tak.”


- Pytam co chcieliby zrobić jeszcze raz na następnej lekcji.


- Pytam czy są dumni.


- Pytam czy są zadowoleni.


- Pytam, czy to, to i to jest teraz proste.


- Pytam czy dużo potrafią.


- Pytam co było trudne (w odpowiedzi czasem słyszę nowe słówko, albo czynność nawet nie do końca związaną z celem lekcji, np. wycinanie). I dopytuję czy w końcu się udało (a dbam o to, żeby się udało, nawet jeśli z pomocą lub jeszcze nie idealnie).

 

Proste? Chyba tak. Banalne? W pewnym sensie. Sęk w tym, czy naprawdę to robimy. I czy robimy to przekonująco.


To co dla mnie ważne, to żeby nie ograniczać się do naklejek, stempelków, ocen numerycznych, plusów i minusów. I to, żeby na każdej, absolutnie każdej lekcji zrobić chociaż dwie z powyższych rzeczy.


Dlaczego? Bo to buduje więź. Bo buduje/wzmacnia zaangażowanie. Bo daje uczniowi samoświadomość. Bo buduje poczucie sprawczości. Bo buduje poczucie sukcesu. Bo buduje chęć przyjścia na następną lekcję. Bo buduje chęć uczestniczenia w procesie. I to jest dla mnie motywacja, a także jej rola, waga i magia. Nie duże słowo, tylko małe ale konkretne rzeczy.


Jestem ciekawa jak Wy z nią pracujecie, jak ją wykorzystujecie (bądź nie, i dlaczego), i co myślicie o tym, co napisałam. Podzielcie się proszę Waszymi myślami i opiniami w komentarzach. A może będzie okazja, żeby wrócić do tego tematu warsztatowo i podzielić się doświadczeniami i spostrzeżeniami na żywo. Widziałabym je jako poszukanie pomysłów (lub samej motywacji czy też jej definicji) w sobie. I w sobie nawzajem. Razem, w grupie. Żeby zaczerpnąć pomysłów i świeżości. Chcielibyście?
 

Motywacja - nie duże słowo, tylko małe rzeczy

23 września 2021